Asertywność jest jak ser. Przed emeryturą.
Asertywność jest jak ser, im starsza, tym bardziej dojrzała. Zanim to odkryłam, się zestarzałam. A wystarczyło znać odpowiedzi na 3 pytania. Jakie?
Nie zrobię tego dla Ciebie!
Zanim poznasz pytania, opowiem Ci dwie historie.
Do dzisiaj widzę wyciągniętą dłoń koleżanki i stanowcze, nie zrobię tego dla Ciebie. Być może coś dodała, ale ja wtedy się zablokowałam. Na długo. To było jakieś marne szkolenie, ćwierć wieku temu. Samo ćwiczenie mnie zabolało, ale widocznie tak trzeba.
Też będę asertywna, pomyślałam.
To jest asertywność?
Od tego momentu nie używałam dużo śmielej, a wymówkami sypałam z rękawa. O własnych potrzebach jeszcze nie wiedziałam.
Nie chcę mi się jechać, idę na spacer, ale trochę później. W niedzielę nie mogę, mam robotę. Myślałam, że jestem asertywna, a ja kluczyłam między tak i nie.
I jeszcze coś. Dużo bardziej asertywna byłam w domu albo wobec koleżanki, natomiast w pracy szło mi gorzej. Dobra, zrobię to, nie ma problemu.
Jak się skończyło? Topiłam się w obowiązkach, a koleżanki wykasowały mój numer, bo jak długo mogły znosić moje nie mam czasu.
Wtedy podarłam rajstopy.
Zwyczajnie kluczyłam między tak i nie.

W sklepie z rajstopami poczułam szczyt asertywności.
Asertywność w sklepie z rajstopami
Kilka lat temu za sprawą starszej Pani w kapelusiku znów dotknęła mnie asertywność.
– Byłam pierwsza. Rzuciła Pani znad sterty pudełek i zwróciła się do sprzedawczyni.
– Ma Pani inne kolory?
– Płacę i znikam — zaproponowałam podając do kasy 20 zł.
Kolejne, ja byłam pierwsza, wbiło mnie w ziemię. Dosięgnął mnie szczyt asertywności i pozostał na lata. Tak jak po szkoleniu.
To mnie skłoniło, aby przyjrzeć się bliżej własnej asertywnosi.
Asekuracja czy asertywność?
Grubo po 50 moja asertywność dojrzała. Wtedy dotarło do mnie, co jest dla mnie ważne. Wreszcie nazwałam swoje potrzeby, wiedziałam, na co się nie zgodzę, a co mogę rozważyć w przyszłości.
Wcześniej na wszelki wypadek, odmawiałam, rezygnowałam. Moje nie nie podlegało negocjacji. Do dzisiaj nie wiem, co za nim stało? To była asekuracja, a nie asertywność.
To była asekuracja, a nie asertywność.
Egzamin z asertywności
Zupełnie niedawno zdałam egzamin z asertywności. Celująco.
Jak do tego doszło?
Pisarstwo wymaga pielęgnacji i troski. Dlatego czytam, piszę, a w ostatni weekend wybrałam się w góry na warsztaty z prawdziwym pisarzem.
Nastawiłam się na przygodę. Marzyłam o wieczornych rozmowach przy kominku. Wrócę bogatsza, uskrzydlona. Kominek był i co z tego?
Już pierwszego dnia poczułam, że coś mnie uwiera, ale dałam sobie szansę, może coś się zmieni.
Jednak moje ciało się nie myliło, bez przerwy nadawało SOS.
Z nadzieją i notesem stawiłam się kolejnego dnia, ale 5 godzin słuchania to była za dużo.
– Dłużej nie wytrzymam. Chcę pocieszyć oko zimowym krajobrazem i posłuchać skrzypienia śniegu i opuściłam zajęcia.
Później się wyspałam i z herbatą usiadłam do pytań.
Przy kolacji wyjawiłam swoje plany.
– Nie znalazłam tutaj nic dla siebie, a do tego źle się czuję w tym miejscu, dlatego wyjeżdżam.
Dojrzała asertywność.
To było moje pierwsze spotkanie z dojrzałą asertywnością. Nie byłam zła, oszczędziłam uwag, ale uwolniłam się od stresu. Pewnie czekasz na pytania. Oto one.
Czy to jest dla mnie?
Jak się tu czuję?
Co mogę zrobić dla siebie lepszego?
Pierwszy raz wsłuchałam się we własne potrzeby, uszanowałam swój czas i przede wszystkim ciało. Moja asertywność dojrzała wraz ze mną. Lepiej późno niż wcale.
P.S. Gdy pakowałam się, jedna z uczestniczek wyznała, że chętnie zrobiłaby to samo, niestety zabrakło jej asertywności.
Dojrzewa.




