Czy zdarzyło się Wam kiedyś usłyszeć pytanie: „Do której Ty, jako emerytka, śpisz?” Mnie tak. I wiecie co? Mam wrażenie, że dla niektórych ludzi emeryci śpią do południa. Wstają, dopiero gdy w sklepie kończą się świeże bułki. A jak jest naprawdę? Cóż, odpowiedź brzmi: to zależy!

Ja, na przykład, należę do grupy porannych ptaszków. Budzę się o świcie, bo mój biologiczny zegar – ten, który ustawiałam przez 40 lat pracy – nadal dzwoni jak szalony. Poza tym moich psów nie interesuje, że przeszłam już na emeryturę. Spacer i śniadanie muszą być. Tak się złożyło, że lubię witać słońce. Ty, do której śpisz?
Znam jednak takich emerytów, którzy lubią sobie poleniuchować. „No bo w końcu po to jest emerytura!” – odpowiadają z uśmiechem. Moja koleżanka Halina twierdzi, że najlepiej śpi jej się właśnie między ósmą a dziesiątą rano. „Wtedy jest cisza, mąż już wstał, a ja mogę się w końcu zrelaksować!” – tłumaczy. Szanuję to. Kto powiedział, że na emeryturze musimy wstawać o szóstej, albo wcześniej?

Są też tacy, którzy traktują poranek jak życiowe wyzwanie. Budzik nastawiony na 7:30, kawa na stoliku o 8:00, a potem – godzina przemyśleń na temat życia (albo planowanie, co dziś oglądać na Netflixie). Każdy ma swój rytm, a najpiękniejsze jest to, że w końcu możemy ten rytm ustalać sami.
Wracając do pytań: do którego śpią emeryci? Odpowiedź brzmi: do kiedy chcą! Czy to będzie o 6:00, 10:00, czy nawet o 12:00 – ważne, żeby się wyspać i wstać z uśmiechem na twarzy. Na tym polega urok emerytury, prawda?
Wy? Czy który śpi? Pisz w komentarzach – jestem konkurencyjny, jak wygląda Twoja poranna rutyna! Tylko uprzedzam: jeśli napiszesz, że wstajecie o piątej i od razu robicie pięć kilometrów marszu, to i nie uwierzę! Chyba że to najprawdziwsza prawda😉



