Kosmos po 60 jest naprawdę blisko. Jeszcze niedawno myślałam, że podróż w kosmos jest tylko dla najlepszych z najlepszych, więc nie dla mnie. Jestem zwykłym zjadaczem chleba. Nawiasem mówiąc, kilka lat temu zrezygnowałam z pieczywa, ale nadal nie wzbiłam się w przestworza. Dlatego odkryłam własny kosmos i od tego czasu dużo się zmieniło. Mój kosmos jest naprawdę blisko? A twój?

Kosmiczna duma i codzienna melancholia
Odkąd pan Sławosz z kosmosu zagląda do moich okien, wyżej trzymam głowę i do przodu wypinam pierś. Czuję podwójną satysfakcję, bo macham już drugiemu Polakowi w kosmosie.
Jeszcze niedawno smuciłam się, że w moim życiu nie ma nic kosmicznego. Nie odkryłam Ameryki, nie uratowałam ginącego gatunku i tym bardziej nie opuszczę ziemskiej orbity. Pogodziłam się, że kosmos nie jest dla mnie, ale wciąż marzyłam, aby sięgnąć wyżej, na miarę swoich możliwości. I wtedy przypomniałam sobie pewną wycieczkę. A dokąd?
Każdy ma swój kosmos po 60
Mój kosmos jest bliżej niż myślałam. Jakieś dekady temu, gdy pomyślałam o wyprawie do Warszawy, zwyczajnie mdlałam. Pałac Kultury był dla mnie jak Przylądek Canaveral, a na Marszałkowskiej czułam się jakbym spadała korkociągiem.
Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że za jakiś czas pojadę sama do Warszawy, bez blokady połowy stolicy pokonam skrzyżowanie Jerozolimskich z Jana Pawła, to bym mu odpowiedziała:
– Prędzej w kosmos polecę!
Minęło parę lat, no dobra trochę więcej i śmigam po Warszawie jak po swoim mieście.
– Witaj w kosmosie! – Uśmiecham się do Dworca Centralnego.
Mostem w kosmos
Znów minęło parę lat, wtedy postanowiłam sprawdzić na własnym błędniku, czy lęk wysokości istnieje i czy da się z nim coś zrobić?
Już jako starsza pani stanęłam na początku najdłuższego wiszącego mostu w Europie. Wiatr lekko poruszał konstrukcją, a moje ciało było w stanie nieważkości, myśli osiągnęły prędkość światła. Udało się! Właśnie wtedy rozwiązałam swój kosmiczny worek.
Kosmos po 60 jest codziennie
Od tego czasu wsiadam do kosmicznej rakiet prawie codziennie. Na pewno we wtorki, bo wtedy są zajęcia z jogi. Za oknem deszcz albo zimowa zawierucha, tu otwarta książka, tam szumi komputer, a ja pakuję matę i jadę wyginać się w kruka lub boginię, czyli zdobywać kosmos.
Kosmos po 60 jest też wtedy, gdy wychodzę na spacer, chociaż pada. Piszę, chociaż nikt tego nie przeczyta. Jadę na wyprawę w nieznane, mimo introwertycznej natury. Każda z tych decyzji to lot kosmos. Mój własny. Mały, taki jak mój świat. I czuję, że mój kosmos mi sprzyja. Jest blisko i dzięki temu linia życia przestaje być równią pochyłą.
Pewnie na stację kosmiczną nie polecę, Ty pewnie też nie. Najważniejsze, że o tym myślimy. Chcemy jeszcze czegoś, szukamy, smakujemy, doświadczamy. I to jest nasz kosmos. Twój i mój. Bez rakiety, hałasu i odliczania. Taki tylko Twój i mój, bo każdy ma swój wyjątkowy kosmos. Bo życie po 60 też może mieć orbitę – swoją własną, ciepłą i pełną światła.
Leć ze mną w kosmos
Zapisz się do newslettera „Szóstka z plusem” i otrzymuj inspiracje prosto do swojej skrzynki. Dwa razy w miesiącu podzielę się z Tobą osobistą historią, pomysłem na aktywność, zdrową myślą i dobrym słowem.
Do przeczytania



