Gdy planowałam coś stworzyć, wciąż czekałam na idealny moment. Ten jeden, wyjątkowy, kiedy wszystko ułoży się jak Lego, wtedy uroczyście ogłoszę, że jestem gotowa i nadszedł ten czas, idealny moment, aby pokazać to światu.
Tyle że to pułapka dla naiwnych — dla takich jak ja.
Dziś już wiem, że oczekiwanie na idealną chwilę, aby wystartować, jest jak wyglądanie białych świąt. No dobrze, kiedy pokazać światu co w sercu grało tyle lat? Odpowiedź jest jedna.

Pułapka dla naiwnych?
Mam tak od zawsze. Zanim opublikuję jakiś tekst, poleruję, aby się błyszczał. Ma być taki, jakie sobie wymarzyłam. A kiedy wydaje mi się, że już nadchodzi idealny moment … nagle się wycofuję, aby setny raz coś dodać, albo odjąć. I tak mam ze wszystkim. I zawsze.
Na przykład z blogiem, było tak samo.
Termin premiery wyznaczyłam na grudzień, nie jestem specjalistka od stron, więc problemy się piętrzyły. Gdy zbliżał się termin, mówiłam, że to jeszcze nie ta chwila, nie jestem jeszcze gotowa, że to za wcześnie i bezsensu. Premierę przesunęłam na…
Czy idealny moment na małą premierę w ogóle istnieje? Być może! Opowiem swoją historią, dołożę także historię pewnej biolożki.
Mój idealny moment?
Gdy planowałam założenie bloga, godzinami zastanawiałam się, jak ma wyglądać i o czym będę pisała. Potem przyszedł czas na pierwsze posty. A ja, zamiast kliknąć „opublikuj” setki razy sprawdzałam błędy, zmieniałam zdjęcia, a nawet wygląd całej strony. Inne blogi były dużo lepsze, ciekawsze, a mój był beznadziejny, a przecież miał być idealny. Przynajmniej w marzeniach.
Wciąż wpadałam w spiralę myśli, czekałam na idealny moment. Odwlekałam publikację, zawsze znalazłam jakiś powód, aby nic nie robić.
A prawda jest taka, że idealny moment nie nadejdzie, bo…go nie ma, nie istnieje, a właściwie istnieje tylko w mojej głowie.
To po co się tak męczyłam?
Po to, abym robiła, tylko to, czego jestem pewna, co znam i potrafię. Po co się narażać i tracić energię na odkrywanie nowych lądów? Przychodziły do mnie podszyte lękiem myśli na przykład, lepiej to rzucić lub odwlec na święte nigdy! Mój wewnętrzny głos mi nie pomagał.
– Po co ci to, nie masz co robić?
Dlaczego wciąż zwlekałam?
A odpowiedź jest prosta!, bo się bałam tego, co będzie jutro.
Dla ścisłości to nie ja zwlekałam, tylko mój mózg, który tym sposobem chronił mnie przed konsekwencjami. Może komuś się nie spodoba co robię, ktoś skrytykuje, wyśmieje, a nawet zhejtuje? No cóż… to może się zdarzyć, ale nie musi.
Z kolei kolega opowiedział mi historię swojej mamy — nauczycielki biologii. Przez trzy dekady powtarzała, że na emeryturze napisze podręcznik z prawdziwego zdarzenia. Wiele lat zbierała materiały, robiła notatki nawet skończyła kurs dla autorów podręczników.
A kiedy w końcu nadszedł jej pierwszy wolny październik, zamiast usiąść i pisać, powtarzała.
— Jeszcze nie jestem gotowa!
Rok minął niepostrzeżenie. Potem drugi.
A podręcznik? Nadal leżał w szufladzie, w towarzystwie marzeń o idealnym momencie. Czyli jest nas więcej!
Idealny moment jest jak wędrówka górskim szlakiem. Docieram do jednego szczytu i już czeka kolejny. I kolejny.

Idealny moment — jak mu pomóc?
Skoro idealny moment nie istnieje, to co robić? Jak nie utonąć w pytaniach, może jeszcze jeden poradnik, kurs za kilkaset złotych, może wystartuję od Nowego Roku?
Powiem szczerze, nie wiem, co ty możesz zrobić. Wiem tylko, co ja zrobiłam i robię do dzisiaj! Wyłączyłam wszystkich wewnętrznych podpowiadaczy i klikam „publikuj”.
Gdy zrobiłam to pierwszy raz poczułam ulgę a pojawiły się pomysły, które wyłączyły lęki.
I wtedy nagle okazało się, że idealny moment wcale nie był na daleko.
On przyszedł w dokładnie w tej chwili! TERAZ!
Idealny moment nie istnieje?
Może gdzieś Istnieje, ale nie warto na niego czekać. Trzeba działać.
Jeśli masz marzenia, plany, pomysły, które od miesięcy pukają w serce — nie odkładaj ich na święte nigdy.
Kliknij! Zadzwoń! Namaluj! Napisz! Zrób pierwszy krok. Nieidealny, ale własny.
Napisz o tym w komentarzu – Twoja historia może dodać komuś skrzydeł.
💌 Jeśli chcesz więcej takich refleksji i inspiracji, zapisz się na mój newsletter „Szóstka z plusem”. Co dwa tygodnie dostaniesz porcję ciepłych słów, pomysłów na dobre życie po 60 i motywacji, by czerpać z przeszłości i tworzyć piękną przyszłość. Każdy z nas ma inne doświadczenia. Jedni są bardziej ufni, inni przesadnie podejrzliwi. Najważniejsze jednak, by czuć się pewnie i bezpieczni
Do przeczytania



