Jeszcze niedawno zasłaniałam oczy, gdy wpadło mi w ręce zdjęcie z młodości. „Jak mogłam się tak ubierać?” – pytałam siebie. „Co to za fryzura?” – dziwiłam się i szybko chowałam zdjęcie, aby nikt go nie znalazł. Nie zaglądałam do albumów zbyt często. Wydawało mi się, że wspominki to zajęcie dla panów z siwą brodą i smutasów. Pewnego dnia otworzyłam pudełko z rodzinnymi fotografiami i zapytałam w duchu „Dlaczego wstydziłam się wspomnień?” I dlaczego teraz z przyjemnością wracam do tamtych zdjęć?

Wspomnienia są dla smutasów?
Kiedyś myślałam, że wspomnienia są dla mięczaków lub smutasów, takie osoby nazywa się wysoko wrażliwymi. Wrażliwcy wolą żyć przeszłością, bo znają ją i wiedzą, czego się spodziewać. A dzisiejsze czasy są dla tych, co biorą życie garściami, nie oglądają się za siebie, biegną ku przyszłości. Kiedyś też tak żyłam.
Dzisiaj nie wstydzę się przenieść pamięcią 50 lat wstecz, bo wspomnienia są dla każdego, nie tylko dla smutasów. W świecie, który pędzi do przodu, pozwalają mi się zatrzymać i powiedzieć „Jestem u siebie”.
Czuję się wrażliwą twardzielką i dlatego wspominam, kiedy mam ochotę, czyli często.
Ważna jest tylko przyszłość!
Kiedyś wierzyłam, że liczą się tylko plany, cele, kolejne wyzwania, czyli przyszłość. Do dziś lubię patrzeć przed siebie i zastanawiać się, co czeka na mnie jutro?
Jednak zrozumiałam, że bez pamięci o tym, co było, trudno zbudować coś trwałego. Wspomnienia nie są dla mnie ciężarem, są kotwicą, która daje stabilność, gdy idę dalej. Nie żyję przeszłością, tylko ją cenię. Teraz wiem, że przyszłość i wspomnienia to sojusznicy, którzy pomagają tworzyć pełne, świadome życie. Dlatego idę naprzód oglądając się za siebie. I już nie wstydzę się wspomnień.
Wspomnienia to ogień, który ogrzewa, jeśli się nim dzielisz.
Wspomnienia są dla pisarzy i historyków!
Kiedyś myślałam, że wspominać mogą tylko ci, którzy piszą biografię, tworzą podręczniki lub przeżyli coś naprawdę wyjątkowego. Pytałam siebie.
– Co ja mam do opowiedzenia? – I odchodziłam zawstydzona.
Dziś wiem, że moje codzienne historie – o dzieciństwie, szkole, mieszkaniu w akademiku, pierwszej pracy czy zapachu prawdziwej choinki u dziadków są częścią mojej tożsamości. Nie muszę być pisarką, by opowiadać. Wystarczy, że jestem sobą i pozwalam, by wspomnienia mówiły moim głosem. Bo każda historia, nawet ta o bieganiu po wykopach, ma swoją wartość. Twoja również!
Wspomnienia są dla dziadersów!
Kiedyś sądziłam, że wspomnienia są zarezerwowane dla tych, których przyszłość jest tuż za rogiem. Dziś wiem, że to bzdura. Każdy nosi w sobie obrazy, które przenoszą go do czasów dzieciństwa, młodości, pierwszych przyjaźni czy kosmicznych marzeń.
Kiedy pozwalam sobie na taką podróż w przeszłość, ogarnia mnie dobry nastrój. To jak otwieranie szuflady pełnej pamiątek z wakacji, przenoszę się tam, gdzie już nigdy nie wrócę… a może się mylę?
W trudnych chwilach można zamknąć oczy i znów usłyszeć głos mamy, której już nie ma lub zobaczyć podwórko, nawet poczuć smak mirabelek sprzed 50 lat.
Wspomnienia są cool!
Dziś już się nie wstydzę wspomnień. Wracam do nich z czułością i wdzięcznością, bo wiem, że wspomnienia po 60 budują moją siłę. Nie są oznaką słabości są dowodem, że moje życie wypełnione jest chwilami wartymi zachowania.
A Ty? Jakie wspomnienie dziś wywołałoby Twój uśmiech?
💌 Jeśli chcesz więcej takich refleksji i inspiracji, zapisz się na mój newsletter „Szóstka z plusem”. Co dwa tygodnie dostaniesz porcję ciepłych słów, pomysłów na dobre życie po 60 i motywacji, by czerpać z przeszłości i tworzyć piękną przyszłość.
Do przeczytania



