Nikt nie jest gotowy na śmierć mamy
Nie przygotowałam się na śmierć mamy, chociaż wszystko sobie poukładałam. Z tamtego czasu niosę różne wspomnienia.
A jak było u ciebie?
Tak naprawdę, gotowa była tylko ona.
Mama odeszła dwa lata temu. Mogłabym napisać epopeję o jej walce o każdy oddech. Drugi tom poświeciłabym naszym dyżurom przy łóżku mamy. W trzecim opisałabym ostatni dzień, chociaż uśpiłam się tabletkami, bo nie mogłam już znieść syczenia materaca przeciwodleżynowego. Jeszcze go słyszę. Wieczorem mamę umyłyśmy, przykryłam kołdrą w stokrotki. Mama kochała wycieczki, więc spakowałam jej szczoteczkę, okulary i telefon.
— Mamuś jesteś gotowa — wyszeptałam.
Tak naprawdę, gotowa była tylko ona.
Niosę także inne wspomnienia
Nie przygotowałam się na śmierć mamy, chociaż wszystko sobie poukładałam. Z tamtego czasu niosę ze sobą także inne wspomnienia.
Siostry miały więcej odwagi i załatwiały formalności. Ja na przemian płakałam albo wpatrywałam się w żywopłot przed zakładem pogrzebowym. Obok zaparkował samochód, dostrzegłam twarze w kolorze mleka i czarne tułowia. Wszyscy młodsi od mojego syna. Chłopak z dziewczyną rozmawiali, ci z tyłu nie spuszczali wzroku ze swoich kolan. W końcu otworzyli drzwi, wyglądało, jakby toczyli żelazne bryły. W bocznym lusterku dostrzegałam, że chłopak wrócił na chwilę do samochodu, w tym czasie rodzeństwo nie spuszczało z niego wzroku.
— Pewnie najstarszy brat — pomyślałam.
Nagle ktoś otworzył drzwi do zakładu pogrzebowego, a oni drgnęli, jakby zamierzali uciec. Wtedy biały rękaw poprosił ich do środka.
Ja, oni, nikt nie jest gotowy na śmierć mamy.
Mamy nie ma już dwa lata, niedawno powróciła myśl, aby do niej zadzwonić. Spojrzałam na zegarek i telefon wsunęłam do kieszeni. Wydarzenia w Polsacie, mama prosiła, aby jej wtedy nie przeszkadzać.
— Zadzwonię za jakiś czas. — I spojrzałam w gwiazdy.




