Prawdziwa historia nudy
O nudzie wiem tyle, co o teorii super strun oraz jak piec biszkopta, aby nie opadł, czyli prawie nic. Najpierw rosła wraz ze mną, później skurczyła się do orzeszka. Poznaj prawdziwą historię nudy.
Ekspertami w dziedzinie nudy były moje dzieci. Ich myśli przeskakiwały z maków na chabry. W jednej chwili budowały namiot z kuchennego stołu, za moment rzucały się klockami w sypialni i w tej samej minucie jęczały uczepione moich nóg.
— Nie mamy co robić. Pobaw się z nami!
Pamiętam, że nudę przedawkowałam na studiach. Na prezentacje w power poincie reagowałam ziewaniem, a w przerwie ulatniałam się z wykładów. Wiadomo, na egzaminach robiło się pod górkę.
W dorosłym życiu nuda skurczyła się do orzeszka. Rośnie, gdy stoję do kasy w supermarkecie. W tym czasie mogłabym zrobić paznokcie, ugotować obiad, w ostateczności popstrykać pilotem. Na urlopie objawia się jako odpoczynek, reset albo upojenie alkoholowe. Najgorzej jest jak uczepi się całego życia. Budzik o szóstej, zęby, kawa, Facebook… i nie pamiętam drogi do pracy. To sygnał do zmian!
W dorosłym życiu nuda skurczyła się do orzeszka.




