Zielone płytki
Z Mariuszem mieliśmy pełne porozumienie, w dużej firmie to rzadkość. W pamięci zostały mi dzieciaki na kolanach taty i zielone płytki w łazience własnego domu. Właśnie planował przeprowadzkę.

Nie wsiadłam w samochód do Krakowa
Pracowaliśmy w korporacji, ogrom pracy i niepewne jutro to nasza codzienność. Pewnego dnia Mariusz zadzwonił z lasu, skrył się przed dyrektorem i przed wymówieniem. Słyszałam jak odpalał papierosy, dopytywał co robić? Dostał zwolnienie lekarskie z powodu depresji. Wcale się nie dziwię.
Od tego momentu dzwonił rzadziej, mówił ciszej. Wreszcie podzielił się, co go dobiło. To nie był człowiek, którego znałam.
Nie wsiadłam w samochód do Krakowa nie pojechałam.
— Ratuj siebie, zrób krok w tył, nawet dwa, idź na kasę do marketu — wymyśliłam tylko tyle.
Pamiętam długi sygnał telefonu jego żony. Facebooka nikt jeszcze nie wymyślił. Za tydzień od naszej ostatniej rozmowy Mariusz zawiesił swoje życie nad zieloną podłogą.
Do dzisiaj myślę o tym, czego nie zrobiłam.




