Małymi krokami zbliżam się do sześćdziesiątki, ale czuję się jak podlotek. Trochę się boję, ale zerkam w przyszłość. Zastanawiam się, co dalej, jednocześnie ufam losowi, który trzyma dla mnie jeszcze wielką niewiadomą. Pewnie ty też pytasz w myślach, co dalej? W końcu dzieci już na swoim, wnuki w szkole, a praca to tylko praca. Przed tobą tylko emerytura? Gdzie odnajdziesz nowy sens życiu?

Dziś podzielę się z Wami pięcioma sposobami na odnalezienie celu i pasji w życiu po sześćdziesiątce. Sprawdzone na własnej skórze! 😊
1. Odkryj nową pasję, wróć do tej sprzed lat.
Czy jest coś, co zawsze chciałaś robić, ale brakowało Ci czasu? Malowanie gra na skrzypcach, a może opisanie burzliwych losów rodziny? Kto inny to zrobi? Ja postawiłam na jogę i naukę angielskiego – dzięki temu mam poczucie, że nie stoję w miejscu, wręcz przeciwnie biegnę do przodu. Ostatnio dołączyła ten prowadzenie bloga. Zaczęłam od małych zmian, z czasem zobaczył swój cel.
2. Nauka – najlepsza gimnastyka dla umysłu
Mózg, tak jak ciało, potrzebuje ćwiczeń. Nauka języka obcego, kurs historii sztuki, warsztaty pisarskie – to świetny sposób na poszerzenie horyzontów i utrzymanie umysłu w dawnej formie. Dla mnie powrót po latach do nauki języków jest najlepszą metodą gimnastyki umysłu. Gdy czuję postępy, skaczę z radości.😊
3. Znajdź aktywność, która daje Ci radość
Nie każda z nas lubi się pocić. Nie ma co tego ukrywać. Na szczęście jest taniec, są spacery i yin joga ? Ja znalazłam spokój i siłę właśnie w jodze, ale ty powinnaś wciąż poszukiwać czegoś, co sprawia ci przyjemność. Nawet codzienny spacer potrafi poprawić humor i odnaleźć cel życia. Jak? Poznasz innego spacerowicza!
4. Inni cię potrzebują
Wiele osób odnajduje sens życia, pomagając innym. Możesz zaangażować się w wolontariat, pomagać w schronisku dla zwierząt, prowadzić zajęcia dla młodszych osób. Ja prowadzę kącik wspomnień w klubie seniora. Dawanie siebie innym daje ogromną satysfakcję i poczucie spełnienia.
5. Podróżuj i poznawaj świat
Nie musisz od razu wyruszać na koniec świata – podróże to także odkrywanie okolicy. Wycieczki jednodniowe, weekendowe wypady czy nawet zwiedzanie własnego miasta nowymi oczami mogą dać mnóstwo radości. Ja uwielbiam turystykę wyprawową. Pakuję plecak, zakładam trapery i wyruszam w świat. Po powrocie ledwo żyję, ale przywożę nowe znajomości, a mój apetyt na kolejne podróże tylko wzrasta.
Życie po 60-tce to nie koniec, a nowy początek! Możemy odkrywać siebie na nowo, uczyć się, rozwijać i cieszyć się tym, co przynosi każdy dzień. Kluczem jest otwartość i odwaga, by spróbować czegoś nowego.




[…] — Znów chce mi się wstać z łóżka, miałam dosyć dresu i potarganej fryzury!— wyznała z radością. […]
[…] — Znów chce mi się wstać z łóżka, miałam dosyć dresu i potarganej fryzury!— wyznała z radością. […]